Czerwony Klasztor Spiski, położony na Słowacji tuż przy granicy z Polską, to jedna z najciekawszych atrakcji turystycznych w rejonie… Pienin. Wprawdzie pod Tatry jest stamtąd kawałek, to bardzo mocno z tymi górami związana jest osoba mnicha Cypriana. Postać autentyczna, aczkolwiek narosło wokół niej mnóstwo mniej i bardziej wiarygodnych legend.

Frater Cyprianus żył w XVIII wieku i należał do zgromadzenia kamedułów. Bodaj największe dzieło jego życia to przepastny zielnik, w którym zebrał i opisał właściwości blisko 300 gatunków roślin, jakie rosną w Tatrach i Pieninach. Oczywiście mnich nie omieszkał wzmiankować o zastosowaniu poszczególnych ziół. Ponoć specjalnością Cypriana było nie tylko ziołolecznictwo, ale też wiele innych dziedzin szeroko pojmowanej medycyny. A jeśli chodzi o tyczące się zakonnika bajania, najwięcej dotyczy jego zdolności technicznych i latającej machiny, którą skonstruował ¹. Oto jedna z wersji legendy:

Brat Cyprian z Czerwonego Klasztoru zawsze sumiennie wywiązywał się ze swoich klasztornych obowiązków, służąc chorym i potrzebującym wszelką niezbędną pomocą. Jednak kiedy wędrował po górach zbierając zioła, często spoglądał w niebo i marzył o wzbiciu się w przestworza niczym ptak. Któregoś dnia postanowił przekuć je w czyn i zaczął pracować nad konstrukcją, dzięki której wzbije się w powietrze.

Po wielu latach wytężonych wysiłków zakonnik zbudował w końcu machinę z cisowego drewna i skrzydłami z płótna nasączonego żywicą. Cyprian nie miał jednak za bardzo czasu na poważne przetestowanie swojego wynalazku, tak był pochłonięty pracą zielarza i aptekarza. Któregoś wieczoru przy warzeniu leczniczych mikstur mnich spojrzał w lustro - nie ujrzał jednak własnego oblicza, tylko tatrzańskie Morskie Oko i siedzącą na brzegu jeziora, przeuroczą pasterkę. Po chwili dziewczyna powiedziała, że jeśli Cyprian chce ją poznać i spotkać się, niech nie zwleka i przyleci do niej na swojej latającej maszynie.

Reguły zakonne i celibat swoją drogą, ale podwójnej pokusie braciszek nie był w stanie się oprzeć. Cyprian przystał na propozycję dziewczyny z lustra. Kiedy jednak tylko z lustra zniknął zaczarowany obraz, niebo nad Czerwonym Klasztorem rozdarł przeszywający grom, a z samej góry huknął potężny głos: - Latanie jest dla ptaków, nie ludzi, Cyprianie! Mnich zaczął się zastanawiać, gdy wtem pojawił się przed nim diabeł i przypomniał o pięknej pasterce, która czeka na niego nad Morskim Okiem.

Ostatecznie zakonnik zdecydował się lecieć. Z pomocą czarta zataszczył swoją skrzydlatą machinę na sam szczyt Trzech Koron, założył i zapiął wszystko jak należy, rozpędził się, skoczył w otchłań… i ku szczeremu zdziwieniu diabła odleciał w siną dal. Cyprian już zbliżał się do Morskiego Oka w Tatrach i lądowania, kiedy w końcu spadła na niego kara boska. Ni stąd ni zowąd zerwała się gwałtowna burza, a jedna z błyskawic trafiła prosto w mnicha… zamieniając brata zakonnego w wielką górę, nazwaną oczywiście Mnichem.

Niektóre z wersji opowieści o mnichu Cyprianie podają inne, szczęśliwe zakończenie. Nietuzinkowy zakonnik-wynalazca z wielkim trudem, ale jednak cały i zdrowy doleciał nad brzeg jeziora. Jednak nad Morskim Okiem nie spotkał dziewczyny, która ukazała się w lustrze i zasmucony wrócił do Czerwonego Klasztoru. Tam Cyprian kontynuował swój piękny sen o lataniu i - jak zarzekają się co niektórzy bajarze ² - wymyślił i skonstruował nawet… pierwszy silnik odrzutowy!

Brat Cyprian niewątpliwie mógłby stawać w szranki z samym Leonardem da Vinci - i w takiej rywalizacji wcale nie stałby na straconej pozycji. Zresztą powstał już nawet film “Latający mnich i tajemnica da Vinci” (oryginalny tytuł “Legenda o Lietajúcom Cypriánovi”), oparty na motywach historii i legend.


¹ z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że historyk Elemér Koszeghy miał po I WŚ odnaleźć relację ze spalenia “paralotni” mnicha Cypriana, jaka znajdowała się w archiwach miasta Lewocza.

² kiedy gorzołka wejdzie zbyt mocno ;-)

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij